Pożyczki w parabankach – ratunek czy zguba?

Jeszcze kilka lat temu ulotki firm udzielających łatwych i szybkich pożyczek „bez formalności” stanowiły wątpliwą ozdobę każdego słupa, latarni i muru. Wetknięte za wycieraczkę samochodu, do skrzynki pocztowej i do ręki na ulicy – kusiły szybką gotówką i małymi, cotygodniowymi ratami. Czy jednak zapewniały ratunek w kryzysowych chwilach, czy były raczej początkiem kłopotów?

Zacząć należy od tego, że pożyczki w parabankach rzeczywiście należały do łatwo dostępnych. Wystarczyło okazać dowód osobisty i wypełnić formularz zgłoszeniowy. Kwotę wynagrodzenia należało zadeklarować, nie było konieczności jej udowadniania, i już można było dostać gotówkę do ręki. Cotygodniowe raty były rzeczywiście niewielkie, a po ich odbiór zgłaszał się osobiście doradca. Lekko, łatwo i przyjemnie, prawda?

I rzeczywiście, tego typu pożyczki były rozwiązaniem idealnym. Pod jednym wszakże warunkiem: kiedy klient potrzebował ich na zakup dobra luksusowego. Telewizor, nowa pralka czy kosiarka do trawy – kosztują niemało, a nie zawsze możliwe jest kupno na raty. W takiej sytuacji wzięcie pożyczki było jak najbardziej uzasadnione.

Problem pojawiał się, kiedy pożyczka potrzebna była na tzw. życie. Gdy brakowało na zapłacenie rachunków czy zakup żywności. Klienci, którym brakowało na podstawowe artykuły, byli grupą, która szybko wpadała w spiralę zadłużenia. Gdy skończyły się pożyczone pieniądze, kolejną pożyczkę brał współmałżonek, pełnoletnie dzieci czy babcia. Raty rosły, ale wynagrodzenie – nie. Dla takich rodzin pożyczka okazywała się kotwicą ciągnącą w otchłań długów.

Podsumowując: pożyczki w parabankach miały cały szereg zalet, jeśli umiało się korzystać z nich we właściwy i przemyślany sposób. Jednak dla wielu klientów okazały się tylko chwilową ulgą.

Comments

comments